Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/glebae.na-wiosna.klodzko.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Uważaj, jestem łatwy - ostrzegł.

- Tę kobietę, która zginęła.

- Uważaj, jestem łatwy - ostrzegł.

powinienem tu zostać. Porozmawiam z moim szyprem,
- Do kuchni - rzuciła Cindy i ruszyła pierwsza.
się funkcjonariuszowi. Oczywiście powinna ufać Seanowi, ale...
Nadal malujesz?
opóźnienie. Jeśli ona się wkrótce nie zjawi, przepadnie
Dane sprawdził kilka łowisk. Czuł niepokój. Tym
cicho.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji
- Nie Sean, tylko Bryan McAllistair. Nie mogę tego rozgryźć. Kim
mnie.
Kelsey.
jeśli tu przyjechałeś, to chyba zamierzałeś wejść,
towarzyszącego mu rycerza. - Po tych wszystkich latach nieudany syn
Przemaszerowała przez wybieg, jakby robiła to od zawsze.

niezależnie od tego, co sobie myśleli ich rozpromienieni dumą rodzice, zajmujący wszystkie

Nie. Wymyśl coś pewniejszego. O1ivio, możesz liczyć tylko na siebie.
Dlaczego? Dlaczego ja? Zastanawiała się.
gardle, gdy wspominał miniony tydzień: martwe kobiety, wizje Jennifer, pościgi
W ciągu minionych dni prasa opisała wszystko ze szczegółami. O1ivia zerknęła na stolik
chwili, gdy padł strzał.
barwnej chuście na głowie, zobaczyła broń w dłoni Montoi, przyspieszyła i sięgnęła po
taka, że stanie się bezbronną kobietką, która wykorzysta wszystko, nawet nienarodzone
nie praktykuje.
własne życie. – Podniosła wzrok na Bentza. – Jennifer była typem kobiety, która podejmie
promenadą wzdłuż plaży. Od dawna uważał Santa Monica za ich zakątek; to tam, pod molo,
siedzących za barem albo gapiących się w wielki telewizor. Uspokojony, że ten, kto go
– Niezły pomysł. – Poczuł się odrobinę lepiej. Zerknął na zegar na tablicy rozdzielczej. –
śmiertelne niebezpieczeństwo na jego żonę. Ktoś wepchnął go do piekła za życia.
Montgomery’ego. A co z twoim ojcem? Nie pomniejszaj jego zasług, na miłość boską. Możliwe, że któreś z nich jest nie tylko twoim kuzynem, ale przyrodnią siostrą lub bratem. Caitlyn zrobiło się niedobrze. Pamiętała, jak kiedyś, bawiąc się z Griffinem w wozowni, usłyszała jęk i skrzypienie sprężyn starego metalowego łóżka na strychu. Później, ukryta za traktorem, zobaczyła dwoje ludzi wymykających się tylnymi schodami. Światło księżyca wpadające przez okno pozwoliło jej rozpoznać własnego ojca i kobietę z potarganymi włosami. Zatrzymali się na dole schodów i kobieta pocałowała go długo i na-miętnie, ich usta zwarły się, a jego ręce objęły pośladki ukryte pod krótką letnią sukienką. - Później - zawarczał. - Nie zapomnij. - Głos miała niski i ochrypły. Zapaliła papierosa, a wtedy, w świetle zapałki, Caitlyn rozpoznała Copper Biscayne. Caitlyn wydała stłumiony okrzyk zaskoczenia, przez drzwi wyleciał nietoperz. - Ktoś tu jest - szepnęła Copper, ale ojciec Caitlyn tylko się roześmiał. - To tylko nietoperze. Jesteś cykor, idź już, głuptasie, zanim ktoś tu naprawdę przyjdzie. - Poklepał ją po tyłku i poszła, zgrzytając wysokimi obcasami, po żwirowej ścieżce prowadzącej do szopy i do drogi. Cameron obejrzał się, jakby chciał się upewnić, że nikt nie czai się w ciemnościach. Caitlyn wstrzymała oddech. Griffin patrzył na nią okrągłymi ze strachu oczami. Ojciec wyszedł i zamknął za sobą drzwi na zasuwę. Gdyby nie weszła schodami na strych, gdzie wciąż czuć było dym papierosowy, alkohol i zapach piżma, gdyby nie wymknęła się przez okno i nie zeszła po dębie, nie wydostaliby się z wozowni. Udało jej się wyjść, ale nigdy nie zapomniała tej nocy i zdrady ojca. Miała wtedy jedenaście lat, ale wspomnienie było tak żywe, jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. Caitlyn nie wiedziała, jak długo Copper i jej ojciec byli kochankami, ale z pewnością wystarczająco długo, żeby począć jedno czy dwoje dzieci. Bękartów upartych jak jej ojciec. Wspomnienie ojca nawet jej nie zabolało. Nienawidziła go za życia i mogła równie dobrze nienawidzić go po jego śmierci, już dawno się z tym pogodziła. Nie winiła Biscayne’ów za to, że chcą dostać swoją część majątku. Uważała, że w pewnym sensie zasługują na nią. - Jezu, mają tupet - wyszeptała Amanda, podążając za spojrzeniem Caitlyn. - Wiesz, kim jest ten facet z nimi? To ich adwokat. Pochodzi z Nowego Orleanu, a jego interesy są tak ciemne, jak cień rzucany przez te dęby. Caitlyn nie odpowiedziała. Kiedy Sugar spojrzała w jej kierunku, szybko odwróciła wzrok i próbowała skoncentrować się na ostatnich słowach pastora. Stała przy grobie, mając po jednej stronie Troya, a po drugiej Amandę. Jej matka i Lucille siedziały na krzesłach ustawionych na sztucznej trawie, otoczonej kwiatami, które w tym upale zaczęły już więdnąć. Obok Troya stała Hannah, w ciemnych okularach, z ponurą twarzą i wzro-kiem wbitym w ziemię.
Choć miał już po pięćdziesiątce, należał do tych mężczyzn, którzy zawsze wyglądają

©2019 glebae.na-wiosna.klodzko.pl - Split Template by One Page Love